Sleek i-Devine Del Mar Vol II - recenzja palety cieni

5:17:00 PM

Witam serdecznie!

A więc stało się. Pierwszy post po polsku! Nie wykluczam czasami powrotu do angielskiego lub wpisów dwujęzycznych, wszystko zależy od tego, kto będzie czytał i o czym będę pisać. Na chwilę obecną jednak spróbuję pisania po polsku - zobaczymy, jak pójdzie. Zmiana ta wynika głównie z tego, że, mimo wszystko, mieszkam na terenie Polski, a więc przynajmniej większość testowanych przeze mnie produktów dostępna jest w Polsce. Czasami też jest niedostępna w innych krajach, dlatego zagraniczny czytelnik tak czy siak nie mógłby skorzystać z mojej opinii. Poza tym mam cichą nadzieję dotrzeć do szerszego grona moich znajomych, którym może nie koniecznie chciało się czytać po angielsku :). No i, nie oszukujmy się, jest do dla mnie duże ułatwienie - koniec ze sprawdzaniem czegoś w słowniku czy konwertowaniem naszych cen na dolary :).

Nie przeciągając, przejdźmy do tego, o czym miał być wpis - mojej nowej palety cieni, tym razem firmy Sleek. Produkty Sleek stacjonarnie można dostać chyba tylko w Sephorze, zresztą też tylko kilka. Powszechnie są za to dostępne w internecie - można je dostać w wielu drogeriach internetowych, często też na promocji. Cenowo prezentują się całkiem nieźle - nie jest to najtańsza firma na rynku, ale wydaje mi się też, że jednak większość z nas będzie stać na ich kosmetyki :).


Mnie tym razem skusiła paletka z serii i-Devine, o nazwie Del Mar Vol II. Nie miałam Vol I ani żadnej innej paletki z tej serii, a do zakupu tej właśnie przekonała mnie promocja na Minti Shop oraz fakt, że kolory wydawały mi się podobne do nowej Subculture od Anastazji, o której teraz bardzo głośno w urodowych internetach. Oczywiście kolory wcale nie są aż tak podobne (a na pewno nie nazwałabym paletki tańszym zamiennikiem), nie mniej jednak są piękne i wielu z nich nie miałam wcześniej w mojej (dość już sporej) kolekcji.

Recenzję zacznę od opakowania - nie jest to najważniejsza cecha kosmetyku, zwracam jednak na nie dużą uwagę i jakościowe, a do tego ładne opakowanie jest w moich oczach dużym plusem. Paletka przyszła do mnie w kartonowym pudełeczku. Przyznam, że bardzo mi się podoba obrazek na pudełku i to, jak kolory na zdjęciu odpowiadają tym wewnątrz palety. Żałuję nawet, że nie ma tego samego zdjęcia na samym opakowaniu - może nie musiałabym zachowywać pudełka :). Paletka jest w prostym, czarnym opakowaniu z napisem "Sleek". Dobrze się zamyka, co jest bardzo ważne, bo strasznie mnie irytują kosmetyki, które się same otwierają w mojej kosmetyczce. Ma też duże lusterko - ja raczej z niego nie skorzystam, bo wolę używać osobnego lustra do robienia makijażu, ale na pewno przyda się komuś, kto by chciał z nią chociażby podróżować. Dostajemy też dwustronny aplikator w formie gąbeczek. Raczej rzadko używam tego rodzaju "pędzli" do robienia makijażu i wolałabym tradycyjny pędzelek, ale na razie go nie wyrzucę. Nazwy poszczególnych cieni są niestety na osobnej folii. Ma to raczej małe znaczenie, ale lubię wiedzieć, jak nazywają się kolory, których używam, dlatego wolałabym, jakby były bezpośrednio na opakowaniu.


Tyle o opakowaniu - przejdźmy do tej ciekawszej części. Jak się sprawują cienie? Używałam ich już parę razy i udało mi się uformować jakąś opinię. Nie są to najlepsze cienie jakie posiadam. Mimo wszystko jednak większość moich cieni jest z nieco wyższej półki cenowej i nie każdy chce wydawać tyle pieniędzy na kosmetyki. Za tę paletkę zapłaciłam 32 zł, bez promocji kosztuje około 40 zł. Oznacza to, że jeden cień kostuje nieco ponad 3 zł. Jest to, moim zdaniem, bardzo dobra cena. Paletka zawiera 3 cienie metaliczne, 2 z drobinkami i 7 matowych. Większość sprawuje się bardzo dobrze. Najbardziej napigmentowane są zielenie i turkusy, a także Siesta, fioletowawy brąz. Najmniej - Spotlight, szary mat z drobinkami.


Na zdjęciu powyżej widzimy swatche wszystkich cieni z paletki. Nie da się ukryć, nie jest to na pewno paletka, po którą z łatwością można sięgać codziennie. Chyba że ktoś lubi i może bawić się na co dzień kolorami, wydaje mi się jednak, że to mniejszość :). Dlatego raczej nie polecałabym jej dla kogoś, kto chce zakupić pierwszą bądź jedną z pierwszych paletek. Raczej dla kogoś, kto chce zacząć eksperymentować kolorem i nie wydać przy tym fortuny. W serii i-Devine jest bardzo dużo paletek, więc myślę, że każdy by znalazł coś dla siebie. A paletka może nie jest najlepsza na świecie, ale wydaje mi się, że spełni wszystkie wymagania przeciętnego użytkownika. Inne palety cieni z podobnej półki cenowej, które przychodzą mi na myśl, są od Makeup Revolution. Mam dwie, jestem z obu bardzo zadowolona i polecam.



Tu widzimy porównanie z moimi innymi paletkami od Sleek - paletki i-Lust w wersji The Gold Standard (3 cienie po  lewej u dołu) i słynnej już paletki rozświetlaczy Solstice (3 u góry). Uważam, że jakość cieni jest minimalnie lepsza w paletce i-Lust, są bardziej masełkowe w dotyku i mają nieco lepszą pigmentację. Różnica nie jest jednak ogromna, dlatego wybór paletki powinien moim zdaniem zależeć po prostu od tego, jakie kolory nas interesują. Palety i-Lust kosztują około 34-40 zł, zależnie od sklepu. Paletka Solstice zawiera bardziej suche, "kredowe" w dotyku rozświetlacze, które jednak i tak mają świetną pigmentację i dobrze wyglądają na skórze. Polecam, jednakże trudno je porównać z cieniami z Del Mar, jako że formuła jest zupełnie inna, tak samo zresztą, jak przeznaczenie. Ta paletka kosztuje koło 45 zł.


Czy warto więc kupić paletkę Del Mar Vol II? Tak - jeśli chcesz pobawić się kolorem za niewielką sumę pieniędzy. Nie, jeśli używasz tylko neutralnych cieni i nigdy nie użyjesz tych bardziej jaskrawych - wtedy warto sobie obejrzeć inne palety z serii i-Devine, albo po prostu innej firmy. Makeup Revolution, Maybelline, wiele firm ma w swojej ofercie nieco większe paletki za mniej niż 50 zł :).

To tyle na dzisiaj. Jako że jest to pierwszy wpis w języku polskim, bardzo zależy mi na wszelkich opiniach i komentarzach. Nie tylko a propos palety (chociaż te też są bardzo mile widziane), ale też tego, co myślicie o wpisie. Czy dobrze, że piszę po polsku? Czy nie za długo? Może coś innego wam się nie podobało, lub przeciwnie, podobało?

Pozdrawiam serdecznie i do następnego razu,
Zhastine


You Might Also Like

0 comments

Blog stats